Jesień tydzień 9

W latach 2004-2006 mój mąż spędził w Madrycie 3 lata swojego życia. Ja wtedy pisałam magisterkę z filozofii i nie miałam pojęcia, że za rok wyjadę do Dublina, gdzie się spotkamy 5 lat później. Przez cały ten czas on próbuje mnie przekonać jak fantastycznym miejscem jest Madryt, a ja, że nie dla mnie przemieszczanie się metrem, zatłoczone przez ludzi i głośne od aut ulice, bezdomni, muchy i zapach moczu. Teraz, kiedy mamy dziecko chyba to zrozumiał, że nie taki Madryt piękny, jak go malują, a po latach bycia razem zrozumiał też, że to nie moja postawa malkontenta, a bycie wysoko wrażliwą powoduje, że odbieram Madryt tak, a nie inaczej. Jednakże jego sentyment do tego miasta pozostaje. Zatem, co w Madrycie:

  1. Obiecałam mojej córce pokazać delfiny, żyrafy, słonia i zebry, więc w Madrycie kontynuowaliśmy naszą przygodę ze zwierzętami w madryckim ZOO, na którym się trochę zawiodłam. Teraz już wiem, że następnym razem wybiorę FAUNIĘ.

2. Mój mąż nalegał na wycieczkę do Muzeum Prado, ale kolejka była zbyt długa, więc zmieniliśmy plan i przeszliśmy się do innego REINA SOFIA, czyli Królowa Sofia. Osobiście uważam, że pokazywanie obrazów 6-latce to trochę za wcześnie, zwłaszcza, że pogoda jest na tyle ładna i lepiej korzystać ze świeżego powietrza, no, ale tatuś nalegał:

3. Po kontemplacji obrazów przyszedł czas na przekąskę i spacer po Ogrodzie Botanicznym, na pobliski park nie starczyła już nam energii:

4. To mój drugi pobyt w Madrycie, o pierwszym możecie poczytać tutaj. Doszliśmy z mężem oboje do wniosku, że Madryt się dużo zmienił przez COVIDa. Dużo miejsc jest pozamykanych, a te, na które liczyliśmy (Park Rozrywki, Kolejka linowa, Mini Miasteczko) są otwarte tylko w weekendy, więc poszliśmy z “flow”, bo to akurat tu jest fajne: przebywanie na świeżym powietrzu, kafejki, tawerny, bary, restauracje i muzeum, o którym nie miałam pojęcia, a było dla mnie miłym zaskoczeniem i drugie bardziej znane zaraz obok:

5. Nie udało nam się zrealizować misji paella i sangria, ale klasyczne churros w czekoladarni, a także przepyszne street food: bułka z calmarami i quasadillas, a bułki z jamonem to chyba będę jadła jeszcze w Dublinie przez jakiś czas:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *