Wiosna tydzień 11

Ostatni tydzień przyniósł mi kolejną, w moim życiu przeprowadzkę, ale to nie była taka przeprowadzka jak dawniej, czyli pakujesz walizkę, czy dwie i zamawiasz taxi, tylko pakowałam, pakowałam i końca nie było widać. Doszłam więc do wniosku, że mam dwa wyjścia:

  • Albo ograniczę stan posiadanych rzeczy do minimum, by przy następnej przeprowadzce się tyle nie pierdzielić
  • Albo wynajmę firmę, która zrobi to za mnie, a w osobnym kartonie spakuję Proseco i kieliszki na toast na nowym mieszkaniu (albo obie opcje)

Ale do rzeczy:

1Okolica – mieszkamy teraz trochę dalej od centrum, w nieco spokojniejszej dzielnicy i jeszcze nie wiem, jak się z tym czuć, bo z jednej strony nikt tu nie lata z jęzorem na wierzchu, by złapać tramwaj w przelocie, a z drugiej strony wszędzie daleko. link dla zainteresowanych.

Mieszkanie – jest brand new, nowoczesne ale nie dlatego, je wybraliśmy, ale dlatego, że kiedy oglądaliśmy inne mieszkania zazwyczaj proporcje były 20 osób na jedno mieszkanie (w tym dziecko i nie pracująca matka wypadały negatywnie). Tu, z kolei osiedle jest nowe i na 100 mieszkań przypadało 40 osób na liście. Oczywiście do samego końca, nauczeni doświadczeniem nie wspominaliśmy, że zamierzamy mieszkać z dzieckiem.

Także sobota upłynęła mi na pakowaniu, niedziela na przeprowadzce, poniedziałek na rozpakowywaniu, wtorek zaś był szalony pod względem zdawania kluczy i mieszkania, oraz innych aktualnych spraw, takich jak rutynowa wizyta u dentysty, zawiezienie i odebranie dziecka z przedszkola + szkolenie dla rodziców z zakresie snu (ale o tym innym razem).

W ramach pożegnania okolicy wybraliśmy się do Jeruzalem:

A w ramach przywitania nowej okolicy Dune and Crescenzi i Jamie Oliver Italian:

Ps. W międzyczasie, którego jest mało publikuje się ebook, ale o tym w next week! Miłego weekendu!

Zdjęcie tytułowe ze strony: fernbank

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *