Tydzień 26

No i mamy połowę roku za sobą. Czy dobrze, czy źle nie wiem, ale pogodę ostatnio mamy piękną do tego stopnia, że moja córka wstaje 6.30 ubiera się i ciągnie mnie na plac zabaw o 7.30, kiedy fruwają jeszcze na trwaniku śmieci z wczoraj 😉

A jak minął mi tydzień:

  1. W końcu udało mi się spędzić chwil kilka w Marker SPA. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tę opcję, link, zakochałam się w niej jednak zawsze było jakieś „ale”, głównie cena, ale moje marzenie przyszło do mnie w postaci celebracji 40-tych urodzin mojej bardzo dobrej koleżanki, zatem here I am in Marker SPA. Warto, nie warto zapytacie. Basenem i tzw. „facilities” byłam zawiedziona, masażem była zawiedziona jubilatka, bowiem stwierdziła, że miała lepsze, ale pokój relaksu z magazynami, jaśminową herbatką, mango sorbet i świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy to było idealne miejsce na taką okoliczność i niezapomniane chwile 😉

2. Pogoda sprzyja odkrywaniu placów zabaw i parków. Popełniłam nawet post o placach zabaw z piaskownicą link i parkach link. Bushy Park był na mojej liście od dawna. Park jak park, ale plac zabaw mi się spodobał. Cabinteely Park z kolei jest cudny, plac zabaw też, a Corkagh Park jest piękny za plac zabaw „taki se” 😉

3. Pogoda też sprzyja greckiemu jedzeniu i o dziwo w Dublinie są tylko 3 greckie jadłodajnie w tym Corfu mogę polecić z miejsca 😉 Spędzałam tam randki, ale jedzenie, wino nadal świeże i pyszne 😉

Only greek food in that weather 😉 #dublin, #restaurant, #discoverdublin

A post shared by Natalia Coleman (@natalia_coleman) on

4. Kulinarnie w domu zaś się nie spinam, bo za ciepło i nie chce mi się pogody tracić na gotowanie, czyli:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *