Izrael

O Izraelu pisałam już nie raz, link albowiem jestem tam mniej więcej raz do roku od 10 lat w różnych porach roku.

Jedną z rzeczy, która niezmiennie mnie zadziwia i fascynuje w tym miejscu to KUCHNIA

Poniżej spotkałyśmy „baloniarza”, to był niesamowity moment naszego spaceru. Najpierw kupiłyśmy balonik serduszko, potem ja dostałam obrączkę na rękę z serduszkiem, a kiedy zapłaciłam więcej dostałyśmy „cool kaczkę”.Poniżej analizujemy jak „magik baloniarz” ją zrobił.

Plaża w Tel avivie to miejsce, do którego tęsknię co roku, a od kiedy jestem matką to nie tylko grzebanie w piasku wchodzi w grę, ale też place zabaw nad samym Morzem Środziemnym, nowe, pachnące jeszcze drewnem.

Jak widać na poniższych zdjęciach „balon” był motywem przewodnim ostatnich wakacji, ten akurat był zakupiony, jako znak rozpoznawczy na Markecie Sarona, o którym już Wam kiedyś pisałam, link. Dla mnie punkt obowiązkowy do kulinarnych ekploracji. Zdjęcia z hamaku pochodzą z zewnątrz, gdzie córka biegała z tatą na placy zabaw, a mam legła sobie z balonikiem.

Jedną z rzeczy, które lubię kolekcjonować na wyjazdach są zachody słońca, a zwłaszcza w Tel avivie, są przepiekne.

 

Jednym z rzeczy, których się obawiałam to reakcja wnuczki na dziadka, którego widzi raz do roku. Tymczasem okazało się to zbędne bo jakoś pokolenie tych, którzy życie maja już za sobą i tych, którzy mają je „przed” potrafią się świetnie razem dogadać. Jak gdyby nigdy nic usiadła w dziadka fotelu bujanym na tarasie, popatrzyła na ogród i stwierdziła „jaki beautiful garden” i zaczęła gonić motylki 😉

A to Blanka strzeże ogrodu zoobotanicznego

A potem przyszedł czas na ogród rzeźb

Ponadto Izrael to zawsze dawka kolorów i świeżego powietrza, można spacerować, spacerować i spacerować…

Aż znajdzie się jakąś lodziarnię i okaże się, że robi najlepsze lody w mieście 😉

Tego dnia, nie zabrałam ze sobą zabawek do piasku i wiecie co? Sam piasek jest wystarczający 😉

Lucy uwielbia interakcję ze zwierzętami. Tel aviv ma mnóstwo psów i kotów (z parkami dla psów, a nawet plażą)

Ps. I dochodzę do wniosku, że tak niewiele potrzeba by cieszyć się życiem „day by day” 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *