Post poświąteczny

Święta, święta i po świętach jak to mówią. 

  1. Primo, Perfekcyjna Pani Domu nie jest już dla mnie perfekcyjna, bowiem tego roku postanowiłam upiec pierniczki z poradnika Małgorzaty Rozenek i nie były podane proporcje mąki, sody i jaka ilość tych pierniczków. Jak zaczęłam piec w czwartek tak ugrzęzłam w piernikowej czeluści do wczoraj, codziennie po 3 blachy. Wypierniczyłam się na maxa;-)
  2. Nie wiem skąd mi się wzięła idea, że jeżeli coś jest w sklepie, to nawet jeśli tego nie kupię, będzie na mnie czekać na następny dzień, tydzień, miesiąc. Błąd, błąd i jeszcze raz błąd, „świąteczna szarańcza” wyczyściła wszystkie półki,nawet w TkMaxxie i musiałam improwizować z prezentami, na ostatnią chwilę – nigdy więcej!!
  3. Coraz częściej przekonuję się do „home made”. W drugi dzień Świąt byliśmy pięknie ugoszcześni przez kolegę. Jego serce było w każdym pierogu, który zjadłam i zrozumiałam znaczenie tego najważniejszego składnika. Daruś, jeśli to czytasz, jeszcze raz dziękuję Ci za wszystko;-)
  4. Jak to stwierdziła koleżanka: tegoroczne święta upłynęły jej na spędzaniu czasu nie z najbliższymi, na których nota bene się trochę zawiodła i chyba tak to już jest, że najbliżsi wrzucają nam lajki na facebooku albo mówią przez telefon „zdzwonimy się” a my spędzamy czas (nie chce powiedzieć z przypadkowymi osobami) z ludźmi dla których COŚ znaczymy „tu i teraz”.
  5. Podczas tegorocznych Świąt zrozumiałam, że od kiedy urodziłam dziecko nie wyszłam ze swojej strefy komfortu i oczekiwałam, że ludzie będą odwiedzać mnie skoro jestem matką małego dziecka i mieszkam w centrum Dublina. Cały ten czas nie ruszyłam „d…” żeby się z kimś spotkać, czy kogoś odwiedzić w oczekiwaniu, że „oni mają przyjść do mnie. Czas to zmienić.
  6. Kiedy zapraszasz ludzi na obiad upewnij się, że nie ma wśród nich wegan, czy wegetarian. Banał prawda, ale wyobraźcie sobie jak ja się czułam, kiedy zaprosiłam do siebie koleżankę z partnerem, który nie je mięsa od 20 lat, a ja, która większość swojego czasu jem zieleninę, akurat na Święta, dla Irlandczyka postanowiłam przygotować kaczkę, bowiem stwierdziłam, że indyka i szynkę pewnie już miał. Silly me 😉
  7. Choinka wcale nie musi był mojego wzrostu. Co więcej małą choinkę łatwiej dotargać do domu, ubrać i pewnie oddać do skupu też będzie prościej, niż owijać w prześcieradło i targać jak ciało do punktu skupu, a przy okazji jest o połowę tańsza.

A Wy mieliście jakieś wpadki i zgrzyty podczas tegorocznych Świąt? Jeszcze raz Wesołych, a właściwie Po Wesołych!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *