Blaski i cienie macierzyństwa, czyli…ból pleców

Blasków pewnie jest więcej niż cieni, ale dzisiaj akurat poruszę tę mroczniejszą stronę, czyli ból pleców, miewacie?

Na żadnym z blogów parentingowych nie widzę tego tematu, a kiedy rozmawiam z innymi matkami okazuje się, że mają taki sam problem. Kiedy dziecko zaczyna chodzić czyli ok roczku +, waży już dobre 10 kilo, często często 12 + i teraz zaczynają się schody bowiem, tak jak nosiłaś maleństwo i było ok, tak teraz czasem musisz:

  • przyspieszyć proces przechodzenia przez ulicę
  • zciągnąć dziecko z atrakcyjnych schodów
  • często musisz wyjść i zapakować je do wózka itd.

Do tego dochodzi noszenie dziecka w sporadycznych sytuacjach oraz podnoszenie tysięcy rzeczy za/po dziecku, czyli tzw. porządkowanie, czasem wniesienie wózka, a czasem pchanie go pod górę itd.

W życiu codziennym takich sytuacji jest mnóstwo, dla mnie samo zapakowanie dziecka do wózka wymaga pochylenia. Mój mąż od kiedy pamiętam zwraca mi uwagę uginaj kolana, nie schylaj się i… stało się…

Pewnego pięknego dnia pojechałam do miejscowości wypoczynkowej w Polsce i dla towarzystwa poszłam sobie na masaż i co się okazało. Weszłam tam zdrowa i wyszłam chora z szeregiem różnych dolegliwości w tym skrzywienie kręgosłupa, prawostronne:

-Dźwiga Pani dziecko w prawej ręce?

-Tak – odpowiedź jest oczywista zazwyczaj nasza prawa strona jest sprawniejsza i silniejsza.

– Musi Pani iść do ortopedy i nosić specjalne wkładki ortopedyczne. Napiszę Pani też nazwisko naczyniowca i…

trzeciej rzeczy już nie pamiętam, ale wyszłam z gabinetu załamana. Dzwonię do męża, a on mi na to:

– Nie szukaj problemu tam gdzie go nie ma. Wróć do Dublina, a jak coś się będzie dziać tutaj, to zadziałamy 😉

No i…wróciłam. Minęło kilka miesięcy, mała zaczęła chodzić sama, nie tylko z moją schyloną postawą za rączkę i…

ból pleców powrócił.

Jednego dnia poprosiłam męża o masaż ale…ile może masować człowiek?? 5-10-20 minut??? Na drugi dzień było to samo. Na urodziny poprosiłam o wizytę w SPA. Relaks, herbatka, szmatka i 100 euro pękło za 90 minut, a problem pozostał.

Zaczęłam chodzić regularnie na jazuzzi, ale po pierwsze pomogło na rozluźnienie, nie pomogło na nagłe zmiany pozycji, dźwiganie i schylanie się, a ponadto jako matka jeszcze karmiąca piersią jak zaczęłam czytam o „bulgoczącej zupie bakterii” trochę się wystraszyłam.

W przebieralni poznałam kobietę, która stwierdziła:

  • Zamiast do SPA powinnaś pójść do fizjoterapeuty. Co prawda nie byłoby to przyjemne, ale wymasowałaby plecy  i dała rady na przyszłość.
  • Ból pleców w dolnej części kręgosłupa to normalne w macierzyństwie, ale nie jest to koniec świata 😉
  • Musisz nie tylko wzmocnić mięśnie pleców, ale i też brzucha i tak…Zaczęłam więc chodzić regularnie na basen.

Ciekawa jestem jak jest u Was?

Podnosicie dzieci we właściwej pozycji? Miewacie bóle dolnych odcinków? I co wtedy robicie, oprócz gorącego prysznica?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *